Darmowa dostawa od 99,00 zł

Jak, w dobrej wierze, nie otruć własnego psa – trucizny ze świątecznego stołu

2020-12-16
Jak, w dobrej wierze, nie otruć własnego psa – trucizny ze świątecznego stołu

Zastanawiałam się intensywnie nad magicznie barwnym, dźwięcznym, świątecznym wstępem do tego artykułu, gdy odkryłam, że tak naprawdę to on wcale o Świętach nie jest. O czym zatem, spytacie, skoro tytuł wyraźnie na to wskazuje, choć nie jest może na wskroś pozytywny, jak można by się tego spodziewać w tym gorącym, radosnym okresie. Otóż, tekst ten będzie o życiu. O tym, jak z miłości, często zupełnie nieświadomie nie sprawić, że będzie ono wyraźnie krótsze, bardziej bolesne i smutne. Będzie o mądrości, którą każdy z nas powinien nosić w sobie. I o zwierzętach, bo bez nich przecież to życie nie miałoby większego sensu.

Budząc się każdego dnia w domu, w którym cicho pochrapuje pies czujemy się szczęśliwsi. Wiele za tym szczęściem przemawia i o tym również będziemy niedługo pisać. Fakt jednak jest faktem, dom, w którym kłęby kłaków turlają się po podłogach o poranku, jak tumbleweed po wietrznych pustyniach Teksasu jest pełen radości, spokoju i zrozumienia. Dom ten to ostoja, zarówno dla człowieka, jak i psa. Na więź, która obecnie nas łączy pracowaliśmy setki lat. Dawniej, był to szacunek i poczucie współzależności. Teraz to po prostu miłość.

Co jednak, gdy to właśnie miłość rodzi problemy?

Każdego dnia troszczymy się o psa, dbamy o jego potrzeby w rosnącym wraz z jego wiekiem poczuciu odpowiedzialności. Pragniemy, by towarzyszył nam jak najdłużej, dlatego poświęcamy psu czas, siły i pieniądze, by zapewnić mu odpowiedni poziom życia, właściwe wsparcie w codziennej walce o zdrowie i dobre samopoczucie. Wybieramy drogie, cenione i znane na całym świecie karmy jakości super premium, wierząc, że zapewnią naszemu czworonożnemu przyjacielowi wszystko, czego potrzebuje. Sięgamy po sprawdzone, polecane przez specjalistów suplementy, smakołyki kupujemy tylko takie, które sami byśmy zjedli. Nie są nam obce hasła: antyżywieniowy, hormony, dosmaczacze, sztuczne konserwanty, ukryte składniki. Czytamy etykiety z równie wielkim zainteresowaniem, jak bestsellerowe komedie kryminalne pióra cenionych autorów.

A potem nadchodzą Święta… I tracimy rozum. Dosłownie. W tej krzątaninie, w tym chaosie, szaleństwie dalekim od codzienności, gdy w pocie czoła obieramy, siekamy, gotujemy, pieczemy, studzimy, próbujemy i tak w koło Macieju, zapominamy o naszych żelaznych zasadach, prędzej czy później ulegając „kociopsiemu spojrzeniu”. I o ile w psim, szeroko otwartym pysku wyląduje kawałeczek świeżo usmażonej rybki, możemy uznać, że nic nie było, o tyle, gdy trafi tam jeden z typowo świątecznych składników, które wszyscy w domach mamy i kochamy, mamy poważny problem.

Ho, ho, ho, a na stole samo zło

„Tak na mnie patrzył, tymi swoimi okrągłymi oczami…”, „wyglądał, jakby miał w nich łzy”, „to przecież tylko maleńki kawałeczek…” - teksty te słyszałam to już wiele razy. Głównie wtedy, gdy delikwent, którego dotyczyły przechodził właśnie leczenie mniej lub bardziej poważnych zaburzeń przewodu pokarmowego, będących wynikiem niemądrych decyzji właściciela. A tak, moi drodzy. Jakich pięknych oczy pies by nie miał, sam sobie ze stołu nie weźmie. Wiem, że niektóre czworonogi mają tendencje do wskakiwania na blaty i wyjadania prosto z talerza parujących pyszności, gdy tylko znikniemy z pola widzenia, ale nad nimi również opiekę sprawujemy my – właściciele. I każda udana próba dobrania się do naszych potraw to tylko i wyłącznie nasza wina.

To właściciel odpowiada za dietę psa, rodzaj podawanego pokarmu, częstotliwość i porę karmienia, a także wybór dodatków, odpowiedników naszych przegryzek i słodkości. Zwierzę, jak mądre i usłuchane by nie było, to nadal tylko zwierzę, którego instynkty znacznie przewyższają samokontrolę. W kwestii dostępu do pokarmu są one całkowicie zależne od człowieka, dlatego nie próbujmy szukać wytłumaczenia, gdy dzieje się coś złego, gdziekolwiek indziej niż we własnym sumieniu. Pies zawsze będzie żebrał. Taka jego natura. Widzi, więc zjadłby. Czuje, więc zjadłby. Proste. Co nie znaczy, że każde jego tęskne spojrzenie na nasz Wigilijny stół ma kończyć się dokarmianiem. Zwłaszcza, że akurat tego dnia, niezależnie od regionu czy lokalnych tradycji, znajduje się na nim niemalże pełen przegląd psich trucizn.

Kto wie, czy za rogiem nie czają się tortury srogie

Z roku na rok, głównie za sprawą coraz łatwiejszego dostępu do rzetelnej wiedzy, nasza świadomość i pewność, jak ważne jest zatroszczenie się o dobrostan czworonoga w tym szczególnym okresie staje się większa. Dzięki temu potrafimy zaplanować Święta w taki sposób, by uwzględnić codzienne, rytualne potrzeby czworonoga, dbając o niezbędne mu poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Dlaczego zatem, choć dobrze wiemy, że zasoby naszych lodówek, stołów i talerzy nie nadają się w większości do spożycia przez psa, i tak mu je dajemy…? Przede wszystkim dlatego, że suto zastawiony pański stół zawsze stanowił w naszym mniemaniu odzwierciedlenie luksusu, czegoś niepowtarzalnego, wartego zachodu. Wydaje nam się, że dając psu to, co dla nas wyjątkowe, sprawiamy mu wielką przyjemność, równie wielką, jaką sprawiamy w tym momencie sobie. Nie ma tu mowy o trosce czy miłości, ale o zwyczajnym egoizmie, konieczności zaspokojenia naszych, skądinąd nieco absurdalnych potrzeb. Chcemy czuć się dobrze, mieć pewność, że dajemy psu to, co nasze, świąteczne, najlepsze. Nie zastanawiamy się wówczas, czy aby na pewno zaspokoimy tym samym jego wyjątkowe, psie potrzeby. A wystarczyłaby odrobina zrozumienia, że pies, nawet ten jedyny, niezastąpiony przyjaciel i członek naszej rodziny, to nadal pies, a jego potrzeby wyraźnie różnią się od ludzkich.

Proste przecież to zadanie – myśl, co dajesz na śniadanie

Jeżeli chcemy wspólnie, radośnie i bezpiecznie przeżyć Święta, a jednocześnie pragniemy pozwolić naszemu psu na odczuwanie magii, jaką z sobą niosą, pomyślmy, co naprawdę będzie dla niego dobre. Zdrowie naszego czworonoga w dużej mierze zależy od tego, co damy mu do miski. Nie ryzykujmy, bo nie warto. Nasz stół obfituje w różności, jednak psu nie są one ani potrzebne, ani tym bardziej niezbędne. I niestety, nie ma tu miejsca na interpretacje – choćby w naszym mniemaniu dieta psa wyglądała na ograniczoną i monotonną, liczy się to, że współczesny czworonóg nie wykazuje instynktownych zachowań zmiany pożywienia, typowych dla człowieka. Jego dieta z kolei ma kluczowe zadanie – pokarm ma spełniać potrzeby bytowe i dawać solidną podstawę dla utrzymania zdrowia, kondycji i równowagi psychoruchowej, a także, z pomocą dobroczynnych składników funkcjonalnych, stanowić wsparcie ogólnorozwojowe na każdym etapie życia. Nie ma tu nic o realizowaniu nieumiarkowanej potrzeby jedzenia dla przyjemności. Pełnowartościowe, gotowe karmy, pełne naturalnych składników odżywczych, takie jak Caniwild oraz Dzika Polana nie powstały przez przypadek – mają zapewnić psu dobrostan w pełnym tego słowa znaczeniu, zaspokajając jego rzeczywiste potrzeby.

Pytanie zatem się rodzi: co podawać, a co szkodzi?

Nie oszukujmy się, dokarmianie naszych zwierząt w tak magicznie wyjątkowym czasie, jakim są dla nas Święta Bożego Narodzenia, jest nieuniknione. Możemy jednak robić to mądrze, unikając szkodliwych składników, jak smaczne by dla nas nie były. Rezygnując z dodatku rodzynek i winogron, oszczędzamy naszym psom nieprzyjemności związanych z wymuszaniem wymiotów czy płukaniem żołądka. Odstawiając wysoko na półkę orzechy makadamia, chronimy czworonoga przed takimi efektami specjalnymi, jak wymioty, drgawki czy niezborność ruchów. Chowając w przysłowiową „mysią dziurę” czekoladę, zabezpieczamy naszego psa przed zatruciem teobrominą – naprawdę niebezpiecznym, a niekiedy nawet śmiertelnym.

Nie żyję na tym świecie od wczoraj i dobrze wiem, że wiele psów, razem ze swoimi właścicielami, do popołudniowej kawki zjada czekoladkę, czasem dwie, w porywach do trzech. I nic się nie dzieje. Otóż dzieje się, nawet jeśli tego nie widzimy. To, że pies nie traci na naszych oczach zdolności poruszania się czy oddychania nie świadczy o tym, że w jego organizmie nie dzieje się nic złego. Pamiętajmy, że wiele trucizn z ludzkiego stołu zabija „po trochu”. Wiem, że brzmi to drastycznie, ale ważnym jest byśmy zrozumieli, że wiele chorób, wynikających z błędów żywieniowych, nie dając o sobie znać w żaden wyraźny sposób, sieje wewnątrz organizmu istne spustoszenie. Gdy widać skutki, często jest już za późno, by udzielić jakiejkolwiek skutecznej pomocy. Co więcej, stopień zatrucia przysmakami ze świątecznego stołu nie będzie dla każdego psa identyczny – duże znaczenie mają czynniki indywidualne, jak masa ciała czy wrażliwość przewodu pokarmowego. Dla jednego świąteczne doświadczenie kulinarne skończy się biegunką, dla innego szokiem anafilaktycznym lub jeszcze gorzej.

W nadchodzące Święta, niechaj każdy zapamięta – NIE dla resztek z pańskiego stołu

Weźmy teraz kartkę i wynotujmy, jedno pod drugim: winogrona, rodzynki, orzechy makadamia, cebula, czosnek, szczypiorek, por, pestki owoców, awokado, warzywa kapustne, grzyby, surowe ryby, surowe jaja, smażone, ostro przyprawione mięso, kakao i czekolada, rozgryzione pestki brzoskwiń, moreli, wiśni i jabłek (obecność heterozydu cyjanogennego). A na sam koniec istna wisienka na torcie, do której niektórzy wciąż podchodzą zaskakująco beztrosko – alkohol. Nie tylko ten prosto z butelki czy ze świeżo rozlanej plamy na środku podłogi, ale i ten w cukierkach, czekoladkach, nadpsutych owocach, a nawet w misce wyrastających drożdży. Kartkę tę przeczytajmy najlepiej kilka razy, uważnie i zawieśmy na lodówce, by dostrzegli ją również nasi wigilijni goście. Niestety, ale biegunka i wymioty to najmniejsze z problemów, jakie możemy zgotować czworonogom, racząc je wymienionymi wyżej składnikami tradycyjnych, świątecznych potraw.

Nie kwestionuję, i nigdy nie będę kwestionować miłości, jaką darzone są współczesne psy w swoich rodzinnych domach. Ale uczulam, by ze wspomnianej miłości nie zrobić krzywdy Bogu ducha winnej istocie. Dbajcie zatem o siebie i swojego czworonożnego przyjaciela – na co dzień i od Święta.

Polecane

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel